Przez dwa lata z rzędu w czerwcu nad Liwcem spotykałem gliceriona. Tym razem był to strzępotek ruczajnik. Nie była to jedyna odmiana. W poprzednich latach pewniakiem był Sudamek szczawiak. Teraz ani widu ani słychu.

Zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć, z których to jedno było ostre. Wiało niemiłosiernie i trawką wywijało na wszystkie strony. A szkoda, bo model najwyraźniej spał mocno i mógłbym fotografować w różnych ujęciach.

Coenonympha pamphilus / Strzępotek ruczajnik

Jedna odpowiedź do “Urlański Strzępotek”

  1. W gruncie rzeczy miałeś szczęście, że przynajmniej to jedno wyszło ostro. Wiatr to paskudna rzecz, setki moich zdjęć poszły przez niego do kosza.
    Szkoda, że nie było gliceriona, jest jednak rzadszym gatunkiem niż ruczajnik i ciekawej wygląda. Ciekawe, dlaczego sudamek zniknął. Może jakiś pomór dopadł okoliczne szczawie?

Dodaj komentarz