Pierwszy raz udało mi się go złapać w obiektywie – Karłątek klinek. Niestety przysiadł na spodniej części kwiatu i nijak nie dało mi się ustawić z aparatem w taki sposób, żeby nie było widać tej wygiętej rośliny.

Hesperia comma/Karłątek klinek

A to drugie spotkanie

Hesperia comma/Karłątek klinek

Było jeszcze trzecie, ale nie dane było mi zrobić porządnego zdjęcia. Natomiast Karłątek ryska wielokrotnie już u mnie gościł.

Thymelicus lineola/Karłątek ryska
Thymelicus lineola/Karłątek ryska

3 Odpowiedzi do “podlaskie karłątki”

  1. Fajne grubaski. Ten na dmuchawcu najbardziej mi się podoba.
    W tym roku nie spotkałam ani jednego karłątka. A na klinka w ogóle nigdy się nie natknęłam, szkoda, bo ładny jest.

    1. Jak się zastanowię, to klinika chyba też pierwszy raz spotkałem. W Warszawie od czasu do czasu w jednym miejscu miga mi kniejnik, ale jak dotąd bez szans na fotę.

      1. A ja kniejnika spotkałam aż w trzech miejscach. W Lesie Bielańskim, na Kabatach i przy Forcie Służew. Z tego wniosek, że jakiś strasznie rzadki nie jest.

Komentarze są wyłączone.